poniedziałek, 11 grudnia 2017

Szydełkiem w obronie pana AM

Czytam broszurę Michała Borejki-Chodźki (z tych Chodźków; poety, publicysty, bojownika o wolność głównie "waszą") pt. "Adam Mickiewicz i legion polski we Włoszech; czterdziestego ósmego lata wspomnienie." Chodźko był zagorzałym wyznawcą Andrzeja Towiańskiego, wielbicielem wieszcza i w roku 1848 jednym z trzynastu (a może dwunastu, jak twierdzą inne źródła) założycieli słynnego legionu (liczącego chwilami, w przypływach kasy, nawet dwustu żołnierzy). Oddział zasłużył się szczególnie broniąc Rzymu przed papieżem Piusem IX. We wspomnianym wyżej tekście, Chodźko zamieścił laudację na cześć Adama Mickiewicza, rozprawiając się przy okazji z Aleksandrem Jełowickim (pisarzem, poetą, wydawcą, uczestnikiem powstania listopadowego, zakonnikiem) sceptycznym wobec boskiego posłannictwa autora "Dziadów". Urzekły mnie i rozczuliły użyte przez rozemocjowanego Chodźkę sformułowania i frazy, dlatego pozwalam sobie zacytować fragment tego tekstu na blogu. Rzadko się zdarza czytać wypowiedź zawierającą tyle wysmakowanych inwektyw świadczących o kreatywności i wysokiej kulturze autora. Sądzę, że tekst mógłby stanowić inspirację dla sfrustrowanej armii publicystów i komentatorów stręczącej nam "uzdrowicieli gospodarki", "ewangelistów rynku", "orędowników dobrej zmiany", którymi nie tylko ostatnio nad miarę obrodziła nasza biedna ojczyzna. Lekko uwspółcześniłam ortografię, pogrubienia i tekst w nawiasie są moje.

Adam Mickiewicz, ok. roku 1840

sobota, 25 listopada 2017

W wielkim mieście przed biurem leśnika, rota strzelców stanęła zielona....

Przed chwilą obejrzałam filmową relację z wiecu poparcia dla jednego z ministrów i łzy cisnęły mi się do oczu równocześnie z trzech powodów: ze wzruszenia, z zażenowania i ze śmiechu. Otóż, wyobraźcie sobie, że pewien mówca, zwracając się do swego szefa, zamiast swojsko brzmiącego, barejowskiego łubudubu, łubudubu, niech żyje nam itd., co byłoby obecnie bardzo na miejscu i nie wywoływało w obserwatorach większych emocji,  postanowił sięgnąć po tekst z tzw. wyższej literackiej półki, znacznie bardziej osobisty, intymny wręcz i trawestując najwybitniejszego polskiego przedstawiciela młodopolskiej poezji erotycznej, rzekł zachowując pełną powagę:

"Panie profesorze,
mów do nas jeszcze, mów do nas jeszcze!
Za taką mową tęskniliśmy lata.
Każde twoje słowo budzi w nas dreszcze.
Mów do nas jeszcze, mów do nas jeszcze...."


Całość tutaj >>


Niezmiennie wzrusza mnie takie nieporadne, naiwne odwoływanie się do popularnych tekstów poetyckich i próby publicznego, nieskrępowanego zasadami przyzwoitości, wykorzystania ich bez względu na kontekst sytuacyjny, a nawet wbrew kontekstowi. Od tej chwili słowa utworu Tetmajera brzmią stokroć bardziej przejmująco, perwersyjnie i dekadencko, a na dodatek zabawnie.

Józef Mehoffer, Cynie, 1911

Przy okazji pomyślałam sobie, że ku przestrodze wielbicielom erotyków młodopolskiego poety, przypomnę za Adamem Grzymałą-Siedleckim pewną anegdotę.

piątek, 3 listopada 2017

Kwity na Jana Kochanowskiego

Jan Kochanowski

Kilka dni temu prezydent Andrzej Duda świętując na Zamku Królewskim w Warszawie 500-lecie reformacji, powiedział m.in.:
"...Społeczność luterańska położyła również wielkie zasługi dla rozwoju nauki i kultury polskiej. Do najwybitniejszych postaci nie tylko wśród polskich ewangelików, lecz wśród Polaków w ogóle, zalicza się uczonych – ojca leksykografii polskiej Samuela Bogumiła Lindego oraz historyka sztuki i muzealnika prof. Stanisława Lorentza. Polskimi luteranami byli sławni wydawcy – Gebethner i Wolff, a także znakomici artyści, jak malarz Wojciech Gerson, czy ‒ wcześniej ‒ wielcy polscy literaci, poeci, jak Jan Kochanowski czy Mikołaj Rej, którzy przecież uważani są dzisiaj za twórców polszczyzny. Wreszcie ewangelicy walnie przyczynili się również do rozwoju ekonomicznego Polski. W historii gospodarki narodowej chlubnie zapisali się fabrykanci czekolady z rodziny Wedlów i znani browarnicy – Haberbusch i Schiele...."

Zrzut ze strony prezydent.pl, kliknij, aby powiększyć.

O ojcach leksykografii polskiej i Samuelu Bogumile Lindem, który niezbyt sprawnie władając polszczyzną, stworzył "Słownik języka polskiego", napiszę przy innej okazji, bo temat jest i fascynujący, i sensacyjny. Nie zamierzam też zajmować się religijnymi preferencjami Mikołaja Reja. Ten zmęczony zawiłościami i finezją "gęsiego języka" przedstawiciel  renesansu, będąc człowiekiem poczciwym, praktycznym a światopoglądowo niewybrednym, mógłby widnieć na sztandarach przedstawicieli kilku wyznań religijnych.

Myli się jednak nasz Książę Niezłomny 😚, zaliczając do grona luteranów Jana Kochanowskiego. W świetle znanych faktów i dokumentów, Jan z Czarnolasu był wiernym synem Kościoła Katolickiego. Badacze twórczości i biografowie poety od dziesięcioleci próbowali potwierdzić związki Kochanowskiego z luteranizmem. Im jednak bardziej ich szukali, tym mniej je znajdowali.